No któż "pierwszy muzycznie", jak nie Amerykanka...

Gdy już bywałem kolonistą, czyli widywałem tańczącą Siostrę. Pierwszym Utworem, który uznałem "za wart", okazał się radiowy (w naszym domu), "Woman in Love", śpewany przez Barbarę Streisand. Siostra włączała, muzyczno-publicystyczną audycję, po powrocie ze Średniej Szkoły i czekała, a ja z Nią...
"Woman in...", brzmiała kilkakrotnie, tzn. nie popadajmy w absurd, bo późniejsze audycje, też publikowały.
Szlif umiejętności tańca, Siostra ograniczała, do czasu przed powrotem Mamy z pracy.
Co ciekawe, mnie nie dotyczył snobizm. Pani Barbara, została nagrana z tak ujmującą ekspresją, że "czułem zamierzoną emocję", zastanawiając się, czy Ta Piosenka dotyczy Miłości Szczęśliwie Spełnianej.
Czyli moja wrażliwość, nie budziła się, przy Muzyce Rock-owej.
Męskie brzmienia, to już czas gdy Siostra nie jeździła na kolonie, czyli spędzaliśmy "wyjazdy wakacyjne" oddzielnie. Ja byłem kolonistą, a Siostra jechała i wracała na "obozy wędrowne" - po beskidzkich górach.

Użycie (teraz) zwrotu, "męskie brzmienia" budzi moje "podejrzenie", że Muzyka ma płcie, ale pośród dostrzegam "hermafrodytyczną".

Dodany link nie związany z Autorstwem Treści : https://barbrastreisand.com/walls/

Jedyny Autor: Andrzej Fejster.